Spiesz się - powoli. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Nowak   
wtorek, 27 grudnia 2016 22:50

Od Redakcji:

Zapamiętałem jedno z pouczeń Księdza w Sakramencie Pokuty i Pojednania: „Idą święta – pamiętaj – mniej przygotowania, więcej świętowania… żeby to co najważniejsze nie umknęło wśród trosk i obowiązków, żeby nie popadać w popłoch, gdy coś się nie uda. Umieć to przyjąć. W duchu wiary!” Dziś w tym duchu polecamy tekst Marty, życzymy spokojnych, przedświątecznych porządków ;-)

Adam

P.S. Tekst ukazał się w przedświątecznym numerze "WSPÓLNOTY" - nr 42/2016 (962) z 16 grudnia 2016 r.

Śpiesz się - powoli.

Wyprzedzanie czasu mamy opanowane do perfekcji. Sylwestrowe szaleństwo szybko zamienia się w ferie zimowe, potem przez hucznie pod względem komercyjnym obchodzone Walentynki, chwila zadumy wielkopostnej i już wpadamy w Święta Wielkanocne. Wreszcie nadchodzi zwykle bardziej niż mniej wyczekiwany okres wakacji i urlopów a przy tym okazja do momentu wypoczynku, która najczęściej mija prędzej niż zdążymy wymówić słowo „wyjazd”. Ale to wszystko uogólnienia. Czasem potrzebny jest przełom, małe życiowe trzęsienie ziemi, zmiana, ważne wydarzenie, które powoduje, że nasz życiowy kompas zmienia nieco kierunek... Na bardziej właściwy.

 

W pewien poniedziałek, kwadrans po czternastej, przyszła dla mnie taka zmiana. Zostałam mamą. Choć mówi się, że „urodziłam dziecko”, jestem przekonana, że przyjście na świat naszej córeczki spowodowało narodzenie się we mnie nowego człowieka. Tego bardziej cierpliwego, mimo charakteru choleryka. Tego mającego siłę wstać w nocy wiele razy mimo bycia nieprzeciętnym śpiochem. Tego, który uczy się, że nie wszystko musi być perfekcyjne. Człowieka, który z każdym dniem walczy o coraz większą pokorę. Wreszcie mamę, która rozpływa się na widok dziecka, które śmieje się niezależnie od tego czy mieszkanie lśni, czy rządzi w nim bałagan. Myślę, że można pokusić się o porównanie okresu ciąży – oczekiwania - do liturgicznego czasu jakim jest Adwent.

 

Jednak na ile pozwalamy Małemu Bogu urodzić się... w nas?

 

Ile w tym zgiełku pozostawiamy miejsca dla Niego? Małe dziecko bardzo konsekwentnie domaga się uwagi, bądź zaspokojenia swojej potrzeby, często płaczem – zanim jeszcze nauczy się mówić. Z czasem uczymy się zaspokajać te potrzeby sami. Jednak są takie, o które z uporczywością powinniśmy walczyć, jak małe dzieci. By te święta nie były supermarketowe. Zabiegane. Przeleciane myślami. Byś mógł przyznać, że Twój wewnętrzny głos dziecka pragnącego Ojca nie został stłamszony, a zaspokojony. Zdołasz? Czy po raz kolejny rzucisz sloganem „Święta, święta i po Świętach...”?

 

Wybór zawsze należy do Ciebie. Jednak najwięcej dobrego przynoszą paradoksalnie małe rzeczy. Potrafisz wyrwać sobie kilka minut na popatrzenie w niebo i zastanowienie się co przeżywali tysiące lat temu Młodzi Rodzice? Też żyli w świecie pełnym trosk. Nieco innych niż nasze. Jednak kluczowym słowem jest tutaj zaufanie. Poczucie, że jest Ktoś, maleńki ale już wielki, kto przytuli Twoje strudzone serce. Czy potrafisz zaufać, że z Jego pomocą będzie dobrze? Czy potrafisz zaufać, że da Ci siłę na przejście przez trudności? Czy potrafisz zaufać, że jeśli pozwolisz narodzić Mu się na nowo w Tobie, to będzie inaczej? Bądź prawdziwy w tym co robisz. Odwiedź kogoś, kto na to czeka, ale niekoniecznie w Święta. Przenieś magię tych Dni na kilka miesięcy od teraz. Podaj rękę. Uśmiechnij się.

 

Rodzicem stajesz się pewnego dnia i wszystko wywraca się do góry nogami. Aczkolwiek wierzę w to mocno, że to akurat poukładanie wartości we właściwą całość. Dokonywanie codziennych wyborów mając na względzie dobro małego (i większego) dziecka. Przełożenie porządków na rzecz swobodnej zabawy. Przytulanie zamiast odkurzania. A dlaczego? Bo czas i tak minie. Bardziej prędzej niż później. Chwilę temu uczyłam się opieki nad noworodkiem, a minęło już prawie pół roku. Aż trudno w to uwierzyć. Te krótkie myśli spisuję wsłuchana w oddechy śpiących najbliższych. Wdzięczna za to, co mam.

 

Jestem przekonana, że te Święta będą wyjątkowe, bo pierwsze dla nas jako rodziny z dzieckiem. Ale nie tylko. Wiem, że będę się starać, by cząstka z tej bożonarodzeniowej magii przełożyła się na kolejne - pozornie mniej świąteczne - dni. Pozwolę Jezusowi narodzić się w poniedziałek po trudnym dniu z ząbkującym dzieckiem. We wtorek, przygnieciona złym samopoczuciem. W środę, gdy ciężko mi będzie wstać. W czwartek, gdy będę musiała zmierzyć się z rachunkami do zapłacenia. W piątek wkurzona na nierozważnych kierowców. W sobotę po małżeńskiej kłótni. I w niedzielę, gdy nic nie będzie układało się po mojej myśli. Zaufam Mu nie tylko w Święta. W każdy dzień nowego roku pozwolę mu rodzić się w naszej rodzinie nie tylko przy wykwintnej kolacji z choinką w tle.

 

Niech to Maleństwo narodzone przed laty w betlejemskim żłóbku da nam siłę i chęci do ciągłej zmiany na lepsze. Niech nas do siebie zbliża, wypełnia nadzieją, otwiera na potrzebujących. Czasem niewiele trzeba, by komuś zrobić przyjemność. Osobiście ciągle uczę się bycia mamą dla innych dzieci niż tylko swoje. Mnożyć miłość, dzieląc się radością z tych małych rzeczy.

 

Kto w te Święta chce narodzić się w  Tobie?

 

Marta Postulka

/grudzień A.D. 2016 /

Poprawiony: czwartek, 29 grudnia 2016 19:05
 
22 lata “Wspólnoty” PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Nowak   
niedziela, 13 listopada 2016 21:22

22 lata “Wspólnoty”

(Artykuł ukazywał się na łamach „Wspólnoty” w częściach - co tydzień od 16 października 2016 r.)

Dziś po raz 953 gościmy w Waszych domach. Dziękujemy za te 22 lata wspólnej drogi przez życie. Bo to życie, życie z wiarą, „pisze” naszą historię i gdy dziś przeglądamy archiwalne numery naszej „Wspólnoty” – jak w lustrze na tych łamach widać historię  naszej parafii, historię także przez nas napisaną! Przypomina mi się uwaga dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w naszym mieście Krystiana Gałuszki, który kilka lat temu zapytał mnie: -  Dlaczego w rudzkiej książnicy, która m.in. dokumentuje życie Rudy Śląskiej nie ma egzemplarzy „Wspólnoty”. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że to ważne, iż nasza „Wspólnota” jest tak postrzegana. Teraz już w rudzkiej bibliotece są roczniki „Wspólnoty” ;-). Pierwszy numer ukazał się dokładnie 16 października 1994 roku. Pierwsze egzemplarzy miały formę rozszerzonych ogłoszeń wraz z intencjami, do których dokładaliśmy różne elementy z materiałów dostępnych w Internecie oraz w specjalnych wydawnictwach dedykowanych pismom parafialnym, takich jak np. „Image”. Pismo to wydawał w latach 1994 – 2012 Referat Misyjny Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie. Do dziś mamy w redakcji specjalną płytę CD z archiwum tych form graficznych.

 

Gazeta nasza zgłoszona jest w rejestrze czasopism Sądu Wojewódzkiego, ma także nadany numer ISSN (1505 – 4780).

 

Z okazji 100 wydania „Wspólnoty” zorganizowaliśmy u nas spotkanie redaktorów pism parafialnych z całej diecezji – pod patronatem „Gościa Niedzielnego”.

 

-„Tworzenie pism parafialnych jest bardzo pożyteczną inicjatywą, integrującą wspólnoty wiernych i duszpasterzy” – napisał do nas z okazji 100. numeru „Wspólnoty” abp Damian Zimoń – „opisujcie na swoich łamach sprawy z życia parafii, które bezpośrednio Was dotyczą i przyczyniają się do rozbudzenia życia religijnego” – zachęcał nas wówczas Metropolita Górnośląski. W redakcyjnym artykule pisaliśmy
o „Wspólnocie”: najważniejsze, że co tydzień OBECNA wśród nas, pożyteczna, że pisze o nas i naszą małą wspólnotę w pewien sposób scala (było to w numerze 100 z 10 listopada 1996 roku). Do naszej parafii na to spotkanie przyjechało kilkudziesięciu redaktorów gazetek, było mini-sympozjum, gdzie jednym z prelegentów był nasz parafianin prof. Wojciech Świątkiewicz, a całość materiałów z sympozjum ukazała się drukiem wraz z katalogiem pism śląskich parafii. W katalogu tym było miejsce na przedstawienie każdej redakcji, a także charakterystykę wydawniczą czasopisma – np. informacje o liczbie stron, miejscu druku, treści itd.

 

Do dziś pamiętam zapach pysznego bigosu, który w chłodny listopadowy dzień rozgrzał nas podczas agapy po uroczystej Eucharystii, a przed wykładami.

 

Wśród wspomnień z tamtych lat ważne miejsce z pewnością stanowią nasze parafialne festyny organizowane na boisku szkoły, w tym występ zespołu Universe na scenie, tuż po burzy, której jednak się nie zlękliśmy i po krótkiej ulewie festyn miał swój dalszy ciąg. Każdy festyn bardziej nas zbliżał i jednoczył. Były pyszne ciasta – do kupienia „za grosze”, loteria fantowa i pokazy Państwowej Straży Pożarnej.

 

W 1999 roku byliśmy niemal całą Redakcją i wraz z liczną grupą parafian na lotnisku w Gliwicach, gdzie nagle – wcześniej niezapowiedziany – wylądował helikopter
z papieżem Janem Pawłem II. Nagle – bo wieść gruchnęła w porannej audycji Radia Plus – „Papież jednak przyleci do Gliwic”. Niezapowiedziany – bo papież miał być u nas dzień wcześniej, ale lekka niedyspozycja skutecznie mu to uniemożliwiła. Z pamięci potrafimy zacytować najbardziej chyba zabawny dialog dostojnika kościelnego z ludem (do dziś w Internecie – tutaj - http://angelus-silesius.pl/articles/2011/jp2_gliwice_1999.html - można znaleźć zapis tych słów:

 

„Jan Paweł II, pomimo choroby w 1999 roku, na drugi dzień oczekiwania go przez Ślązaków Gliwicach - w sobie znany, humorystyczny sposób podzielił się swoim cierpieniem (…):

- Niech żyje papież! – wołaliśmy.

- Bóg zapłać za waszą świętą cierpliwość dla papieża – odpowiadał niespodziewany Gość.

- Dużo zdrowia!

- Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy. Ja bym już z takim papieżem nie wytrzymał.

- Wytrzymamy!

- Ma przyjechać, nie przyjeżdżo. Potem znowu ni ma przyjechać, przyjyżdżo.

- Nic nie szkodzi!

- No to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym sumieniem odjadę do Rzymu.

- Zostań z nami!

- Witaj w doma!

- Jeszcze pojadę Matkę Boską Częstochowską przeprosić i ze spokojnym sumieniem odjadę, bo mi Ślązaki z Gliwic przebaczyły.

- Zostań z nami!

- Bogu dzięki, że choć padać przestało.

- Nie padało!

- Ale w Krakowie padało.

- Kochamy Ciebie

- Wyście zawsze lepsi.

- Kochamy Ciebie!

- Bogu dzięki za choć tyle. Na drugi raz zobaczymy.

- Jeszcze więcej!

- Mówią, że mam już jechać.

- Zostań z nami!

- Ślązaki umieją śpiewać. Wystarczy przypomnieć sobie te nieszpory na Górze Świętej Anny. Bóg wam zapłać. Szczęść Boże!

- Szczęść Boże!

- Przyjedź znowu!

- Do zobaczenia!”

Taki wzruszający dialog pozostał w naszych sercach, a wtedy – na gorąco – słowa te zamieściliśmy także na naszych łamach. Można powiedzieć – też tam byliśmy i ze świętym rozmawialiśmy!

 

Często na naszych łamach pojawiały się poezje ze zbioru, który przygotował i opracował Ks. Senior Ryszard Kirstein. Zbiór ten nazwał „Rok Boży”. Z różnych gazet, publikacji Ks. Ryszard zbierał „perełki” – wiersze naszych poetów, pieśni, o których już nie pamiętamy, świadectwa wiary przekazywane przez mądrych ludzi na przestrzeni dziejów. Ten zbiór ukazał się drukiem. Nad wydaniem pracowało kilka osób, w tym redaktorzy „Wspólnoty”. Drukowała drukarnia w Mikołowie, a całość przedtem ręcznie składaliśmy w salce na probostwie. Do dziś pamiętam błysk radości w oczach Księdza Seniora, gdy te pomoce katechetyczne – bo tak je traktował i z takim podtytułem ukazał się zbiór – wręczyliśmy mu „jeszcze ciepłe” – wprost z maszyn drukarskich. Opowiadał o tym później księżom innych parafii i naprawdę był dumny z tego, że może się podzielić tak cenną publikacją z innymi. Wspomnienia, które nam przekazał też ukazywały się na naszych łamach. Opowiadał m.in. o zmniejszającej się liczbie parafian, szkodach górniczych i grupach parafialnych. Administrację w parafii objął    15.09.1959r. 23.08.1993 po 35 latach pracy odszedł na emeryturę. Zmarł 29 czerwca 2000, spoczywa na naszym cmentarzu.

 

Kolejne numery naszej gazetki to także relacje z sukcesów Scholi Małych Dzieci Bożych. Teraz czas na relację Szefowej Scholi Jasi Grębowicz, która opowie nam jak doszło do nagrania płyty z kolędami: - „Wszystko zaczęło się przez przypadek (choć może nazwalibyśmy to lepiej zrządzeniem Opatrzności!). Firmy, które sponsorują wydanie naszej płyty miały wcześniej niepisaną umowę z zupełnie innym zespołem muzycznym, na nagranie płyt, które oprócz reklamy firmy byłyby prezentami świątecznymi, ale umowa ta nie doszła do skutku. W czasie rozmowy z jednym z właścicieli podsunęłam Mu myśl, że najlepsze na prezenty świąteczne byłaby płyta z kolędami, na co On odpowiedział: „ to może Twoja schola nagra nam płytę”....

 

No i tak zaczęła się nasza przygoda !

 

Nie było to wcale łatwe przedsięwzięcie! Zaczęło się od poszukiwania muzyków, którzy nagrali, by dla nas podkłady muzyczne. Ten problem zostawiłam jednemu z moich znajomych, który jest zawodowym muzykiem i  gra na gitarze basowej. My tymczasem zaczęliśmy pracować nad wokalem.

 

Kiedy udało się załatwić studio nagrań, okazało się, że nie można nagrywać w większym składzie niż 8-10 osób, bo jest to technicznie trudne do wykonania. Trzeba więc było zadecydować kto wejdzie do głównego składu śpiewającego – i to było chyba najtrudniejsze zadanie, bo przecież każdy śpiewa z ochotą! Nie było jednak wyboru, jakoś trzeba było się tym problemem uporać! Poprosiłam więc jednego z muzyków, aby zrobił prawie profesjonalne przesłuchanie dzieci. Wybraliśmy jedną ze znanych już dzieciom kolęd i każde dziecko po kolei śpiewało tę do przygotowanego wcześniej przez muzyków podkładu muzycznego. Ale to było przeżycie! Strasznie przejmowały się swoją rolą dzieci, a jeszcze bardziej był przejęty Pan Muzyk, który po raz pierwszy pracował z tak małymi wokalistami i było to dla Niego zupełnie nowe przeżycie.

 

Udało się w końcu ustalić 11-osobową grupkę, która miała za zadanie jak najlepiej wyćwiczyć sekcje wokalne do przygotowanych już podkładów muzycznych.

Próby odbywały się prawie codziennie. Musieliśmy nauczyć się trzymania odpowiedniego tempo utworów, równych wejść, zakończeń i wielu jeszcze innych elementów utworów (a jest ich na płycie 10), w ciągu niecałych 2 tygodni!

Trzy dni 3,4,5 listopada były dla nas najważniejsze. Wtedy nagrywaliśmy nasze utwory w zupełnie profesjonalnym studio muzycznym HH Poland w Gliwicach.

Dzieci były zachwycone! My zresztą też. Po raz pierwszy (i nie wiadomo czy nie ostatni) znaleźliśmy się w idealnie wygłuszonym pomieszczeniu, z zamaskowanym oknem, by nie dochodziły odgłosy z zewnątrz, oko w oko z mikrofonami i dźwiękiem muzyki w słuchawkach. Nikt nie słyszał nic oprócz muzyki i własnego głosu w nałożonych na uszy słuchawkach.

No i zaczęło się! Śpiewaliśmy jak tylko potrafiliśmy najlepiej. Każdy utwór co najmniej pięć, a czasami nawet kilkanaście razy pod rząd. Poprawialiśmy nasze błędy, fałsze, no i jak to czasami bywało dodatkowe atrakcje np. w jednym z utworów przy chyba siódmym już nagraniu kiedy wszyscy już dość zmęczeni mieliśmy nadzieję, że będzie to już koniec w środku refrenu jedna z dziewczynek wyśpiewała sobie Lili laj.. pam,pam..

 

Potem stwierdzając, że przecież to w tym miejscu tak pasowało! Wszyscy wybuchnęliśmy  śmiechem, ale nagrywać trzeba było po raz kolejny.

 

Największym jednak przeżyciem były solówki. Trochę się my dorośli baliśmy czy dzieci sobie z tym problemem poradzą, czy nie „zje” ich trema, kiedy przyjdzie im spotkać się sam na sam z mikrofonem.

 

Bardzo nam w tym momencie pomógł Pan operator ze studia, który potrafił tak z dziećmi rozmawiać i tak je podejść, że nie raz nie potrafiłyśmy wyjść z podziwu, że tak potrafią śpiewać nasze małe dzieci! Nie wspominając już o tym, że potrafił je wszystkie przekonać, że są wspaniałymi wokalistkami i na pewno chcą zaśpiewać jeszcze raz, a każda z dziewczynek zawsze odpowiadała : TAK!

 

No i nie miałyśmy wyjścia – zmuszone przez dzieci musiałyśmy nagrać pierwszego dnia wszystkie dziecięce solówki, bo każda chciała śpiewać!

Wróciliśmy tego dnia ze studia prawie o godz. 22.00, ale sporo pracy mieliśmy za sobą.

W sobotę od rana ciąg dalszy. Nagrywaliśmy wszystkie wspólnie śpiewane refreny i pozostałe kolędy. Poszło nam to tak sprawnie, że w nagrodę w po nagraniach zostałyśmy zaproszone przez Redakcje „Wspólnoty” do pobliskiego Mc Donalda co zostało przez dzieci przyjęte z wielkim entuzjazmem (choć poprzedniego dnia też nie głodowały, oprócz własnych zapasów jedna z mam zafundowała nam drożdżówki, inna soczki, a  zaprzyjaźniona żona jednego z muzyków czekoladki i jakoś dziwnie to wszystko w dziecięcych brzuszkach się mieściło!

W niedzielę natomiast pojechaliśmy do studia w pełnym składzie. Cała niemal schola (oprócz tych, którzy niestety byli chorzy) – zobaczyć nas będzie można na wewnętrznej stronie okładki płyty. Z kilkoma rodzicami ponad 30 osób - dobrze, że po raz kolejny wsparła nas nasza „Wspólnota” i wynajęła autobus.

Było zwiedzanie studia, wspólna próba nagrań, zdjęcia z Panem operatorem dźwięku i „kosmicznymi” mikserami, i komputerami.

No i dzieci pojechały do domu, a nam zostało jeszcze dogranie drugich głosów.

My skończyliśmy, ale najważniejsza praca w studio dopiero się zaczęła! Prawie 10 dni muzycy i operator pracowali nad zgraniem utworów, wyczyszczeniem wokali, dograniem dodatkowych instrumentów jak np. dzwonki, cymbałki, smyczki, odpowiednią aranżacją wszystkich utworów, tak by wyszło z tej naszej wspólnej pracy coś na prawdę dobrego.

Czy się nam udało osiągnąć wymarzony cel ocenicie już wkrótce SAMI!

Nasze problemy się wprawdzie jeszcze nie skończyły teraz załatwiamy wytłoczenie płyty, ale jeśli wszystko się dobrze ułoży to mam nadzieję, że w czasie najbliższych Świąt Bożego Narodzenia będziemy mogli przy choince posłuchać naszych własnych dzieci -  dzieci z naszej maleńkiej przecież Parafii, które przy pomocy wielu życzliwych ludzi dokonały czegoś wspaniałego i nadzwyczajnego – nagrały dla nas i na chwałę rodzącego się po raz już 2000 małego Jezusa  piękne kolędy, które Wam mamy nadzieję też się spodobają - bo my jesteśmy już w nich „zakochani”.

Na koniec chciałam jeszcze serdecznie podziękować w imieniu dzieci, muzyków i osób prowadzących scholę naszym sponsorom, bo bez ich wkładu po prostu by tej płyty w ogóle nie było!

Dalej chciałam podziękować Ks. Proboszczowi za to, że tak dzielnie znosił naszą codzienną niemal obecność na Probostwie (nawet w swoje wolne dni, gdy nie mógł przyjmować gości, bo zajęliśmy Mu jadalnię).

Naszym wspaniałym muzykom, którzy dali z siebie wszystko, stworzyli naprawdę świetne podkłady muzyczne, w które nie tylko włożyli swoje umiejętności, ale i duszę!

Panu Markowi, operatorowi z Studia HH Poland, który nad przy nas i naszym materiale muzycznym spędził wiele długich godzin – ale efekt jest odpowiedni!

Wszystkim tym, którzy nas swoimi prywatnymi samochodami do studia zawozili i przywozili, mamie która nam przez trzy dni w studio towarzyszyła i dzielnie parzyła dla nas świeże herbatki.

Rodzicom, który nam zaufali i powierzyli pod opiekę swoje dzieci (tolerowali nawet późne powroty do domu!)

Redakcji Wspólnoty, która wspierała i wspiera nas przez cały czas!

No i przede wszystkim dziękuje dzieciom, które były na prawdę bardzo dzielne i dały z siebie wszystko!

No cóż teraz nie zostaje mi już nic innego, tylko zaprosić Was wszystkich na promocję płyty, czyli nasz koncert kolęd, który odbędzie się w czasie zbliżających się już milowymi krokami Świąt Bożego Narodzenia!”

Tekst ten ukazał się na naszych łamach ok. 16 lat temu ;-)

 

 

Dziś byśmy powiedzieli – historia zatoczyła koło – na kolejną (nie powiem którą, czas za szybko płynie ;-) ) rocznicę znów „zawracaliśmy” głowę naszemu Księdzu Proboszczowi i znów wiele prób, wspólnych chwil i radości – a efekt – oglądaliśmy przecież tak niedawno gdy nasza Schola MAŁYCH - DUŻYCH Dzieci Bożych znów – po latach dla nas zaśpiewała.

 

Drodzy Czytelnicy – jak ten czas  szybko płynie! Dziękujemy Wam za te lata, za nadesłane artykuły, życzliwe i krytyczne uwagi. Największym darem jest obecność. Spotkanie – co tydzień na naszych łamach to okazja do wymiany myśli i słów. Wymiana ubogaca. Dopiero dzielona radość jest prawdziwą radością. Ta radość – jak pozytywna energia – wzmacnia, cementuje wspólnotę. Tę energię daje nam, choć czasem o tym zapominamy, sam Duch Święty – Trzecia Osoba Boska, Sama Radość Ojca i Syna, Podzielona i przekazana w Darze Wzajemności. Często zapominamy, że nasz kairos, czyli czas, który dzieje się teraz, to epoka Ducha Świętego. W tak cudownych czasach Opatrzność pozwala nam dzielić dni. Dzielić się swoim bogactwem na tych łamach. Brać od innych, dając przedtem to, co najlepsze w nas. To cała teologia spotkania. Nic nie dzieje się przypadkowo. Mądrzy ludzie mówią, że przypadki są tylko w gramatyce. I to prawda. W życiu  jest Opatrzność, a nie przypadek. Życie, spotkanie, nasz czas – Nasze Teraz Na Świecie Wśród Tych Ludzi - nie jest przypadkiem. Niech tak będzie nadal. Wkrótce 1000 numer „Wspólnoty” – bądźcie z nami, piszcie do nas. Bóg zapłać za wszystko!

Adam Nowak

Poprawiony: niedziela, 13 listopada 2016 21:26
 
Bądźmy razem – we Wspólnocie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Adam Nowak   
wtorek, 06 września 2016 19:36

Dziś po wakacjach witamy Was w kolejnym roku wspólnej drogi wiary.

Jak zawsze – chcemy na tych łamach dzielić się tym co nas cieszy, zastanawia, co warto przelać na papier – abyśmy nawzajem
w wierze byli mocni!

 

Jak zawsze liczymy na Waszą Drodzy Czytelnicy współpracę i pomoc. Piszcie listy, zachęcajcie nas do poruszania tematów, których na naszych łamach jeszcze nie było, wskazujcie na te, o których napisać warto. W coraz bogatszym Archiwum „Wspólnoty” zawarta jest już niemała część naszej historii: jak pisałem w tym miejscu – dokładnie w 2003 roku (niedawno – powie ktoś ;-) – tak – niedawno!) – „wywiady z ks. Ryszardem, wspomnienia naszych najmłodszych z wakacji i relacje z osiągnięć naszej scholi (płyta, udziały w audycjach radiowych, w festiwalach, występy w naszym kościele), relacje z festynów parafialnych, (…) podsumowania wizyt Jana Pawła II w kraju i naszej wizyty w Watykanie oraz udziału w spotkaniach na krakowskich Błoniach, poezja parafian i listy, opisy dokumentów Kościoła i postępy przy modernizacji naszej świątyni, a także wiele, wiele innych... Czasem – gdy sięgamy do archiwalnych tomów tamte wydarzenia wracają. Uczą, są obecne, przywołują naszych najbliższych. Czas dopisać kolejne rozdziały współczesnej Ewangelii (Dobrej Nowiny) spod Mrówczej Górki, Nowej Wsi i Wirku”.

 

Dziś można dopisać kolejne rozdziały z naszej historii – piękniejące miejsce spotkań na probostwie, nowe doświadczenia niedzielnych Eucharystii – tych o godz. 12:00, ale także każdej Eucharystii – Cudu Świata – sprawowanej przez naszych kapłanów, ponadto - świadectwa rekolekcji – choćby tak niedawne - Ks. Mirosława Toszy – to wszystko buduje naszą Wspólnotę – i niech trwa nadal.

 

Idźmy razem naszą drogą do Emaus.

 

Na dobry początek przypomnienie -  właśnie o spotkaniu w Emaus: „Udzielili Mu gościny. Zaprosili Go do stołu. Natychmiast jednak się okazało, że tak naprawdę to On jest zapraszającym! I że to On zastawia stół! Tak, jak wcześniej było w Kanie Galilejskiej i na uczcie u faryzeusza Szymona, i w domu Marty i Marii w Betanii. I jak jest podczas każdej Eucharystii. TAK JEST ZAWSZE. W KAŻDYM SPOTKANIU Z TOBĄ. (wyróżnienie słów – jak w oryginale rozważań, przypis – Red.). Zapraszamy Cię. Oddajemy swój czas. I uwagę. Rezygnując czasem z czegoś innego. Czasem mamy pokusę myśleć, ile ta nasza pobożność kosztuje….

W rzeczywistości to Ty jesteś tym, który obdarowuje. A my tymi, którzy zyskują. Otrzymują: Twoje Słowo. Ciało i Krew. Komunię. Wspólnotę życia. Doświadczenie przyjęcia. Akceptacji, o jakiej świat nie ma zielonego pojęcia. Ty nigdy nie dasz się wyprzedzić w obdarowywaniu. Ciebie nigdy nie można uczynić dłużnikiem. Jesteś niewyczerpany w dawaniu”. (Bp Grzegorz Ryś. Droga Światła. Zmartwychwstał jako pierwszy. Kraków 2016. str. 31-32)

Adam

Poprawiony: wtorek, 06 września 2016 19:39
 
«pierwszapoprzednia1234567następnaostatnia»

Strona 1 z 7